logo

3. Ukryty talent

03. Ukryty talent


Czerwone już słońce „dotykało” koron drzew na horyzoncie. Ostatnie Pidgeye leniwie przelatywały ku domostwom, a Hoothooty rozprostowały swe nikłe skrzydełka.

Philip czekał na tyłach Centrum Pokemon, gdzie znajdowało się niewielkie boisko wyznaczone do przeprowadzania koleżeńskich sparingów. Czerwonowłosy chłopak pojawił się wraz z grupą znajomych. Każdy w Azalea Town chciał oglądać mecz ludzi, którzy pieli się na same szczyty Ligii. W szczególności, że w tej mieścinie była ich tylko garstka.
- Jak miło, że już jesteś. Bałem się, że stchórzysz – rzucił z pogarda do Joshuy. Philip nie szczędził sobie nigdy drwin ze swojego rywala. Uczestnicząc w lidze nauczył się kilku ważnych zasad. Walka zaczyna się od momentu wejścia na boisko. Toczysz bitwę nie tylko pokemonami, ale każdym możliwym środkiem, także psychiką.
- Muszę Ci dokopać, pokażę, że jestem gotów na Ligę w tym roku – odparł niewzruszony Joshua.
- Mam nadzieję, że jeszcze nie wypełniłeś formularzu, ponieważ zamierzam Cię wyprowadzić z tego błędu – prychnął.

2. Jak ćma do światła

II. Jak Ćma do światła

            Kyle ocknął się, poczuł ból w karku, skrzywił się. Przespał całą noc na sofie w poczekalni Centrum pokemon. Rozejrzał się po pomieszczeniu, idealne białe płytki odbijające światło jarzeniówek, pusta recepcja, za którymi stała pokrętna maszyna do szybkiej regeneracji pokemonów.

            Przypomniał sobie, kiedy poczuł zapach dymu, co się wczoraj wydarzyło. Walka z Philipem, podczas której Crobat zatruł Poliwhrila, a on ile sił w nogach pognał do centrum pokemon. I choć siostra Joy po przyjęciu Poliwhrila na oddział, stwierdziła, że nic nie zagraża zdrowi pokemona, to Kyle uparł się, że zostanie na całą noc. Jednak szybko zmorzył go sen i teraz pożałował decyzji, że nie wrócił do domu.

1. Granatowy to taki chory niebieski, jak ja #Remake

I. Granatowy to taki chory niebieski, jak ja

Lipiec to jeden z tych miesięcy, których Kyle nienawidził najbardziej. Wraz z zakończeniem się zajęć w szkole czy na uczelni odczuwał pustkę. Brak rutyny, obowiązków, powtarzającego się schematu skłaniało go do rozmyślań, a także do odczuwania tego, co tak łatwo udawało mu się ukryć przez niemalże cały rok.

Miał już co prawda dziewiętnaście lat, studiował na prestiżowej uczelni, lecz ciągle powielał schemat, który narzucono mu w szkole – „rób tyle ile trzeba i nie więcej”. Tak, to hasło mogło być jego mottem, które pozbawiało go radości w życiu, ale także strachu, który towarzyszył ryzykownemu działaniu.

Seans wspomnień

Seans wspomnień
           Uniwersytet Serebiego w Goldenrod City jest najbardziej znaną i prestiżową uczelnią w regionie Johto. Uczelnia składa się z kilku budynków, które tworzą niewielki kompleks, przypominający mniejsze miasteczko, toteż znajduje się na obrzeżach Goldenrod City. Kampus rządzi się własnymi prawami. Między innymi dużą ilością bibliotek i sklepów monopolowych, albowiem każdy student stosuje zasadę „4Z”.

            Na trzecim piętrze jednego z białych akademików siedział on - chłopak o ciemnokasztanowych włosach i ciemnoniebieskich oczach. Jego cera była niezwykle jasna, dawno nie widział słońca, gdyż czerwiec przesiedział w bibliotece zgłębiając wiedzę odnośnie morskich pokemonów. Był szczupły, dbał o siebie, a przynajmniej starał się. Ćwiczenia fizyczne utrzymywały nie tylko jego ciało w dobrym stanie, ale też psychikę, którą wbrew pozorom jakie sprawiał - miał kruchą.

IV. Yes, I can!



IV. Yes, I can!

              Masywne, stalowe wrota otworzyły się. Ciszę przerwały kroki stawiane na marmurowej podłodze. W świetle portalu pojawiły się dwa cienie, które stawały się coraz wyraźniejsze. Caroline szła ze spuszczoną głową i skrępowanymi dłońmi. Włosy zakrywały jej twarz. Starał się nie patrzeć przed siebie, poruszała się powoli i niepewnie. Nie miała szans na ucieczkę, a każda próba skończyłaby się śmiercią dla kogoś. Perswazja Foresta zadziałała.

              Forest szedł dumnie – wyprostowany, patrzący przed siebie. I choć mógł się uśmiechać, to jego twarz nie zdradzała żadnych emocji. Przywykł do tego stanu – nigdy nie jest dobrze i tym razem pewnie też nie będzie. Jego przełożony był perfekcjonistą, podobnie jak i on sam. Może to właśnie sprawiło, że zapragnął pracować dla Chrisa, który przedstawił mu nowy, lepszy porządek świata.

Obserwatorzy