logo

01. Something about Sandstorm boy


               Morska woda obmyła mu stopy. Philip stał już od jakiegoś czasu na plaży Olivine City, przyglądając się statkom, które poruszały się na tle szarego horyzontu. Dzisiejszy dzień był wyjątkowo szary. Chmury na niebie wydawały się być jednolitą formą, z której od czasu do czasu wyrywały się jakieś ciemniejsze kosmki, które niby chwytały, właśnie, co? Być może wiatr, który dzisiaj wyjątkowo mocno zawiewał od północnej strony, co Philip mógł odczuć po swojej jasnoniebieskiej koszuli, której postawiony kołnierz poruszał się niczym flaga na wietrze.
               - Pi, pi? – zapytał żółty stworek, nie rozumiejąc co tak magicznego może być w szarym krajobrazie.
- Co jest mały?
- Pi, pi?
- Ze mną wszystko okej. Po prostu dawno nie spędzałem tak czasu, jestem przecież ciągle w podróży. Wiesz, miło jest poczuć mokry piasek pod stopami i morskie fale. Czasem niewiele potrzeba do szczęścia. – Uśmiechnął się melancholijnie. Rozpływał się w tej chwili.
Nie musiał być i to było takie przyjemne. Po prostu trwał w tym momencie. Chłodny wiatr muskał jego jasną skórę, spieniona woda obmywała jego nogi, zaś stopy grzęzły w mule, po którym gdzieś za nim dreptały Krabby niosące jakieś berry. Ten poranek był dla niego piękny.
- E, pan romantyk – rzucił chłopak z krótkimi ,brązowymi włosami, ubrany w czerwono-czarną ortalionową kurtkę bez rękawów. – Pan zamierza coś jeść czy wystarczy morska bryza?
- Jack nie wszyscy żyją jedzeniem! – żachnął się, czując, że właśnie jego pięć minut spokoju minęło.

Wielki powrót

Przepraszam z przyczyn zdrowotnych będę musiał przełożyć powrót na następny tydzień

Witam,
Ogłaszam wszem i wobec, że wracam. Tym razem na stałe z nową historią. Wiem, pewnie po moich wielu kombinacjach nie jesteście w stanie w to uwierzyć, ale postaram się pisać, a co z tego wyjdzie, to zobaczymy :D.

Nowa, myślę, że ciekawa historia, obsadzona w Johto. No i jak zwykle, będą przemyślenia, będzie mądrze, będzie alkohol, będzie smutek, dramat, a i może morderstwa? 

Zapraszam 14.02


Łan szot?

Everybody loves a winner but loosers have more fun

       U podnóża góry Ice Path, na terenie Lake of Rage, stał jeden z kilku malowniczych, drewnianych domków, które były do wynajęcia. W szczególności wynajmowano je zimą, kiedy szczyty północnych gór Johto pokrywał śnieg. A słynne jezioro, w którym niegdyś znaleziono zmutowanego Gyaradosa, było prawie w całości zamarznięte. Miejsca te stanowiły niebywałe atrakcje dla turystów z całego Johto i nie tylko. W tym chłodnym okresie małe Mahogany Town stawało się oblegane równie bardzo jak metropolia regionu - Goldenrod City.

7. Nie liczy się wielkość, ale jakość!

7. Nie liczy się wielkość, ale jakość! 

            Kyle był już spakowany, siedział na ławeczce, przed domem i czekał na swoją młodszą siostrę, która miała udać się do New Bark Town, żeby odebrać swojego startera.
- Wreszcie – jęknął Kyle, widząc jak drzwi się otwierają. Ku jego niezadowoleniu wyszła jego mama.
- Zapomniałeś – powiedziała, wręczając mu srebrne zawiniątko.
- Dawałaś mi już kanapki.
- Ale te są na jutro, na śniadanie.
- Ale ja już nie mam, gdzie tego włożyć! – zaprotestował.
- Ja już je zrobiłam – powiedziała, próbując wzbudzić współczucie u swojego syna.

6. Chwytać Taurosa za rogi

VI. Chwytać Taurosa za rogi

            Na chwilę przed pierwszymi gośćmi Alice siedziała w swoim pokoju. Wpatrywała się w swoje odbicie, zastanawiając się nad sobą. Czy jest wystarczająco piękna, by można było ją kochać? Czy ma jakiegoś pech? Przyłożyła dłoń do piersi. Jej niebieskie oczy świetnie kontrastowały z krwistymi, błyszczącymi ustami. Włosy miała rozpuszczone, nieco porozrzucane. Czuła się kobieco, silnie i zarazem niepewnie.

            Pół godziny później nie była już tą samą osobą. Uśmiech nie znikał z jej porcelanowej twarzy lalki. Witała gości, śmiejąc się z co głupszych żartów, przyjmowała alkohol, który Marill odkładała do lodówki i wciąż wyczekiwała najważniejszego gościa – dla niej.

Obserwatorzy